"Porozumienie przez współpracę" Empatia. Precyzowanie obaw. Zaproszenie

2019-07-15
"Porozumienie przez współpracę" Empatia. Precyzowanie obaw. Zaproszenie

Wydaje się, że tak było od zawsze. Dorośli mówili dzieciom, co mają robić, i je do tego zmuszali. Racja mocniejszego zawsze lepszą bywa. Ojciec wie zawsze najlepiej. Kto nie słucha ojca, matki, będzie słuchał psiej skóry. Co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie. Dzieci i ryby głosu nie mają.
A jednak, podobnie jak inne niegdyś podporządkowane grupy – kobiety, ludzie o odmiennym kolorze skóry – dzieci przebyły daleką drogę. Nie tak dawno dzieci powoływano na świat, żeby zapewnić przetrwanie gatunku, żeby pomagały w gospodarstwie, żeby przynosiły dochód albo po prostu dlatego, że antykoncepcja nie była jeszcze popularna ani nie można było na niej polegać.

W dzisiejszych czasach, gdzie nasz gatunek nigdy wcześniej nie był tak liczny i gdzie większość dzieci (przynajmniej w zachodnim świecie) została zwolniona z obowiązku pilnowania stada albo dokładania się do dochodu, dzieci mają wybór. Są prawdziwymi ludźmi. Liczą się. I są tego świadome.

Niektórzy obserwatorzy zachodniego społeczeństwa niezbyt entuzjastycznie przyjmują poprawę statusu dzieci, wskazując z zaniepokojeniem na wszystko to, co odbierają jako lekceważący i zuchwały charakter współczesnego dziecka (oczywiście Arystoteles narzekał dokładnie na to samo). Ubolewają nad „udoroślaniem” dzieci i patrzą z pogardą na rodziców, którzy nie mają wystarczająco dużej władzy. Tęsknią za starymi, dobrymi czasami, kiedy role były jasno określone, dzieci znały swoje miejsce, a zasłużone lanie nie powodowało, że człowiek zostanie zgłoszony odpowiednim władzom.
Po przeciwnej stronie są ci, których nie do końca przekonuje, że te stare, dobre czasy były tak wspaniałe, jakimi się je przedstawia. Dochodzą do wniosku, że siła i racja nie zazębiają się płynnie oraz że ojciec nie zawsze wie najlepiej. Przyznają, że psia skóra była niepotrzebnym narzędziem, przynoszącym wręcz odwrotne skutki, że lanie było dość ekstremalnym sposobem postawienia na swoim oraz że wychowanie to coś więcej niż kij i marchewka. Uważają, że pozwolenie dzieciom, by zabierały głos w sprawach, które ich dotyczą, może tak naprawdę być dobrym przygotowaniem do życia w Prawdziwym Świecie.

Zatem w kwestii wychowania dzieci Wielu rodziców jest nieco zagubionych i nie wie, jak w dzisiejszych czasach postępować. Ugrzęźli na błotnistym terenie pomiędzy pobłażliwością a autorytaryzmem.


Chcą, żeby ich dziecko było samodzielne, o ile nie będzie dokonywać złych wyborów. Chcą uniknąć bycia surowymi i nieugiętymi, o ile to nie zaowocuje tym, że dziecko będzie łamać reguły i nie okazywać szacunku. Nie chcą być zbyt nachalni i apodyktyczni, ale nie za cenę tego, że ich dziecko będzie zdemotywowane i apatyczne. Chcą mieć dobrą relację ze swoim dzieckiem, ale nie jeśli to miałoby oznaczać dawanie się wykorzystać. Nie chcą krzyczeć, ale chcą być wysłuchani. W tym wszystkim chodzi o równowagę, ale ta równowaga czasem zdaje się tak niepewna, tak trudna do osiągnięcia.

Na szczęście między Królestwem Dyktatury a Prowincjami Wykorzystywania wcale nie ma błota. Jest tam partnerska relacja, i to taka, w której to współdziałanie, nie zaś władza, jest głównym składnikiem. Partnerstwo, które pomoże tobie i twoim dzieciom stać się sojusznikami – członkami tej samej drużyny – zamiast przeciwnikami.


Partnerstwo, które pomoże wam wypracować relację, która sprawdzi się dla obu stron, która obu stronom da przestrzeń do rozwoju, która wyposaży dziecko w solidny fundament, potrzebny, by pewnego dnia móc rozłożyć skrzydła i wzbić się w powietrze. Chyba się trochę zagalopowaliśmy. Partnerska relacja oparta na współdziałaniu?

Z moim dzieckiem? Serio?

Serio. Możesz nie zdawać sobie z tego sprawy, ale zacząłeś współdziałać ze swoim dzieckiem już w chwili, gdy ono przyszło na świat. Gdy płakało, próbowałeś dojść do tego, co się stało. Potem starałeś się temu zaradzić. Następnie w zależności od reakcji dziecka, kiedy okazywało się, że twoje domysły i podjęte działania nie były strzałem w dziesiątkę, korygowałeś je… Zatem od jakiegoś czasu masz już ze swoim dzieckiem partnerską relację opartą na współdziałaniu.

Czy w partnerskiej relacji opartej na współdziałaniu nadal będę mieć autorytet?
Tak, jak najbardziej. Okazuje się, że tak naprawdę to, czego przede wszystkim szukasz jako rodzic, to wpływ. Nie kontrola. I jest więcej niż jeden sposób na zdobycie tego wpływu. Jedna z dróg związana jest z władzą i przymusem, ale jest też inna droga, która uwydatnia komunikację, poprawia relacje i lepiej przygotowuje dzieci na wiele z tych rzeczy, które tak naprawdę ich czekają w Prawdziwym Świecie. Ta książka, jak już zapewne się domyśliłeś, traktuje o tej drugiej drodze. Dobra wiadomość jest taka, że masz wpływ już z samego tytułu bycia rodzicem. Zła wiadomość jest taka, że nie masz tak dużego wpływu, jak ci się wydawało, i jeśli użyjesz go w niewłaściwy sposób,
będziesz go miał jeszcze mniej. A teraz jeszcze jedna dobra wiadomość: twoje dziecko też chce mieć wpływ.

To dobra wiadomość?
Tak, to dobra wiadomość. Żeby twoje dziecko mogło poradzić sobie w Prawdziwym Świecie, będzie musiało wiedzieć, czego chce. Oczywiście nie byłoby najlepiej, gdybyś mu dawał wszystko, czego chce, tylko dlatego, że tego chce. Zatem dziecko będzie musiało nauczyć się, jak dążyć do osiągnięcia tego, czego chce, dostosowując się i uwzględniając potrzeby oraz obawy innych osób. Jak napisał niegdyś pewien dość wpływowy gość o nazwisku Hillel, „Jeżeli nie ja dla mnie – kto dla mnie? A gdy ja tylko dla siebie – kim jestem?”. Problem oczywiście w tym, że Hillel nie dał nam przepisu na to, jak znaleźć równowagę między tymi dwiema myślami. Mimo wszystko jesteś zobowiązany pomóc swojemu dziecku ją osiągnąć.

Budowanie z dzieckiem relacji partnerskiej opartej na współdziałaniu jest dla wielu rodziców nieznanym terytorium, a my, dorośli, niezbyt entuzjastycznie podchodzimy do wkraczania na nieznane terytorium. Jeśli zbłądzimy, raczej będziemy błądzić w kierunku autorytaryzmu
i surowości i z łatwością znajdziemy poparcie dla takiej postawy, na przykład ze strony ekspertów w dziedzinie wychowania
(zależnie, kogo będziemy słuchać) albo z literatury (jeśli będziemy szukać wybiórczo). Jednak praca nad partnerską relacją opartą o współdziałanie ma szansę sprawić, że wychowywanie dziecka da znacznie większą satysfakcję i że kiedyś spojrzysz w przeszłość z zadowoleniem.
My, ludzie, tak daleko zaszliśmy w wielu dziedzinach. Mamy elektryczność i iPody, smartfony i internet. Możemy komunikować
się w czasie rzeczywistym z ludźmi z każdego zakątka świata. Opanowaliśmy sztukę latania. Lądowaliśmy na Księżycu i badaliśmy planety. Potrafimy przeszczepiać serca, wątroby i twarze, a także tworzyć protezy kończyn. Umiemy zapobiegać chorobom i je leczyć.
Potrafimy powoływać dzieci na świat bez potrzeby odbywania stosunku… i pomagać im przeżyć, jeśli urodzą się na wiele tygodni
przed terminem. Ale jeśli chodzi o rozwiązywanie problemów, wciąż zbytnio polegamy na władzy i kontroli. W tej bardzo istotnej kwestii nie zaszliśmy wystarczająco daleko.

A wszystko zaczyna się od tego, jak wychowujemy dzieci.

Kończąc cytat z Hillela, „A jeśli nie teraz – to kiedy?”.


• • • • •



Jak powiedzieliśmy sobie we wstępie, przez książkę przewija się kilka historii. Każda z nich skupia się na innej rodzinie. Sytuacja każdej
z tych rodzin pomoże objaśnić myśli przewodnie i strategie, z którymi się zapoznasz. Poznajmy zatem pierwszą z rodzin.

"Porozumienie przez współpracę"
dr Ross W. Green

Rozdział 1
Pomieszanie ról

 

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel